wtorek, 6 grudnia 2016

Marcin Wicha o kanonie lektur

Poczytaj mi, szkoło

W dzisiejszym wydaniu "Gazety Wyborczej" ukazał się tekst Marcina Wichy "Poczytaj mi, szkoło". 

Czytają w nim m.in.: "Lista lektur próbuje pogodzić sprzeczne racje. Z jednej strony nauczyciele potrzebują tłustej żaby uśpionej chloroformem i gotowej do sekcji. Tutaj, proszę klasy, widzimy monolog wewnętrzny, a tutaj opis przyrody.  
Dobrze, że dzieci ćwiczą umiejętności językowe. Nawet konieczność zapoznania się z takimi słowami jak powrósło, zgrzebło czy gutaperka nie wydaje mi się zadaniem ponad siły. 
Z drugiej strony - o, rany! - rozejrzyjmy się dookoła. Połowa obywateli w ogóle już nie sięga po książki. I strach pomyśleć, jak wyglądałaby ta statystyka, gdyby nie sukces 'Resortowych dzieci'. 
Dajmy spokój z opisami przyrody. Chcemy, żeby dzieci coś czytały i miały z książek trochę radości (podobno te dwie sprawy są jakoś powiązane).  
Podczas Euro chłopcy spędzali przerwy z biografiami gwiazd futbolu. Wieczorami w setkach domów wybucha walka o zgaszenie światła nad kolejnym tomem "Baśnioboru". Już nawet nie wspominam o Harrym Potterze i jego klonach.  
Czy tego rodzaju przyjemności - a jest ich trochę na proponowanej liście - przetrwają zetknięcie ze szkołą?"

Cały artykuł dostępny jest tutaj.

(info: Newsletter Bibliotki Analiz)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza